Życie na bagażniku

Życie na bagażniku

Opowiem Wam pewną historię…
Tomek jest młodym, zdrowym, silnym chłopakiem. Ma niesamowity potencjał, uwielbia aktywność fizyczną. Z przyjemnością ściga się z zającami na łące, wspina się po drzewach, skacze, gdy widzi pasikoniki, ale największe zamiłowanie ma do jazdy na rowerze. Czemu to robi? Nigdy nad tym się nie zastanawiał. Po prostu lubi to, sprawia mu to przeogromną przyjemność.
Pewnego dnia do szkoły przyjechał łowca talentów, szukał kandydatów na zawodników, których mógłby trenować. Przyglądał się jak ćwiczą uczniowie, robił różne testy, aż wreszcie oznajmił:
– Chciałbym trenować Tomka. Chłopak ma talent i możliwości. To idealny kandydat na zwycięzcę.
Za kilka lat będzie chlubą nie tylko waszej miejscowości, ale i całej Polski. Będziemy mieli mistrza!
Po kilku tygodniach Tomek miał zacząć treningi. Na początku trener postanowił poznać go z innymi zawodnikami. Tomek obserwował jak oni trenują. Wreszcie przyszedł czas na jego trening. Przyprowadzili mu rower. Ale Tomek zawahał się… – Trenerze… Ale ja nie umiem… Trener zmarszczył brwi… Hmm… Nie martw się Tomku, zrobimy to razem. Trener usadził Tomka na bagażniku, a sam usiadł na siodełku. Ruszyli… Jeździli tak tygodniami, po wiele godzin dziennie. Za każdym razem odgrywając tą sama scenę. Trener podstawiał rower, a Tomek mówił, że nie umie… Ponieważ trener był doskonałym specjalistą, postanowił zadbać o motywację swojego podopiecznego. Dzień w dzień zapewniał go, że jest świetnym kolarzem i odniesie sukces.

W końcu nadszedł wielki dzień. Dzień zawodów. – Tomku wierzę w Ciebie. Wypadniesz doskonale.
Co było dalej pewnie możecie się domyślić… Tomek już nigdy nie jeździł na rowerze.

Czemu dziś o sportowcach? Każde dziecko ma niesamowity potencjał i prawie nieograniczone możliwości. Nasze dzieci mają zostać mistrzami pędzla, czy gliny? Nie, skądże. To droga, która da szczęście nielicznym. Dzieci w związku z tym, że bardzo szybko, intensywnie rozwijają się, poprzez podejmowanie wszelkich działań (np. spacer, zakupy, zabawa, prace plastyczne) poznają świat i SIEBIE. Często zapominamy, że poznawanie siebie jest równie ważne jak poznawanie świata.
Dziecko podejmując działanie sprawdza – Czy sobie z tym poradzę? Kim jestem dla innych? Czy innym na mnie zależy? Czy świat wokół mnie jest bezpieczny? Czy warto podejmować działania? I wiele innych ważnych pytań.
Wracając do naszych kolarzy. Wybrałam skrajny, ale niestety bardzo częsty przykład (może nie w 100%, ale przynajmniej w części wielu rodziców może się odnaleźć). Malutkie dzieci na samym początku nie mówią „nie umiem”. Spróbuj sobie przypomnieć, czy kojarzysz trzylatka, który wołałby „Mamo, zrób to. Ja nie umiem” . Jeśli nie, to czemu starsze dzieci tak często proszą o pomoc w sytuacjach, gdy nie ma to uzasadnienia? W pewnym stopniu jest to związane z rozwijającą się w nich zdolnością oceny. Dzieci bardzo ufają dorosłym i często towarzyszy im przekonanie, że sposób wykonania czegoś przez dorosłego jest idealny/wzorcowy. Potrafią porównać swoją sprawność (np. manualną) ze sprawnością dorosłych i trafnie oceniają, że im wykonanie pracy zajmuje więcej czasu, a efekt znacząco odbiega od tego uzyskanego przez dorosłych. W takiej sytuacji wnioski stają się oczywiste. Ja się namęczę, a i tak mi nie wyjdzie. Lepiej zawołam dorosłego.
Drugim, częstym powodem jest potrzeba bycia razem. Dzieci uwielbiają spędzać czas z rodzicami. Mogą prosić o pomoc, aby włączyć rodzica w działanie. Powinniśmy o tym pamiętać, aby w miarę możliwości starać się odpowiedzieć na ich potrzeby, jednocześnie nie pozwalając by się nami wyręczały. Dlaczego? Patrz przykład kolarza Tomka. Wyręczając dzieci odbieramy im pewność siebie. „Przytakujemy” na ich „nie umiem”. I żadne pochwały nie pomogą (tym bardziej fałszywe). Pamiętajmy, że dzieci doskonale wychwytują kłamstwa. Ile razy widziałam – Tato ładnie, narysowałam? – Pięknie. – Tato, przecież nie zdążyłam Ci pokazać!

Więc jak mądrze pomagać?

Jeśli masz możliwość spróbuj zaplanować czas na wspólną pracę z dzieckiem. Unikniesz tym samym frustracji związanej z tym, że przerwało Ci w innych zajęciach (tak, wiem, że tego nie da się uniknąć, bo mamo to… mamo tamto… ale chociaż spróbujmy. Jednocześnie da nam to poczucie spokoju, że nie zaniedbujemy dziecka prosząc, by dało nam trochę czasu na naszą pracę. Później będziemy tylko dla niego). Możecie wspólnie ustalić, że np. po obiedzie będziecie wspólnie bawić się i wykonacie coś wspaniałego (fajnie jakby był w tym element niespodzianki, który pobudziłby wyobraźnię i zachęcił do wyczekiwania).

Przygotuj miejsce do wspólnego tworzenia. Zabezpiecz wszystkie rzeczy, które mogą ucierpieć np. dywan może przegrać w starciu z farbami, plasteliną itp. Opowiedz co będziecie robić i jakie będą poszczególne etapy. Nie skupiaj się nadmiernie na szczegółach. Dziecko i tak nie zapamięta, a po Twoim drugim zdaniu w głowie ma tylko: już! Róbmy już! A w rękach pewnie trzyma już materiały i być może tnie jakiś element według tylko sobie znanego wzoru. Ten entuzjazm i chęć działania spróbujmy podtrzymać ile się da.
Pora na pracę. Powiedz jaką czynność powinno wykonać na początku. Jeśli to konieczne możesz także pokazać. – Na początku, wytnij wszystkie elementy. – Mamo! Ale ja nie umiem…
No i zaczyna się. Pamiętaj, że reakcja Twojego dziecka jest normalna i tak jak wspomniałam logiczna.
– Zuziu, proszę spróbuj. Wierzę, że sobie poradzisz. Musisz tylko spróbować.
– Ale ja nie umiem.
I tu się okaże na ile masz uparte dziecko. Ja mam zasadę „póki chociaż nie spróbuje, to nie pomogę”. Bywa, że niektórzy potrafią zaciąć się na kilka minut. Matce za pewne serce się kroi, dziecko potrzebuje pomocy.
Mam przekonanie, że:
1) dzieci szybko się rozwijają oraz nabywają przekonań o swoich umiejętnościach – to co było trudne miesiąc temu, teraz może być przynajmniej akceptowalne, a może i proste. Póki nie sprawdzi to nie wie, czy już to umie. Jak w historii o słoniku, który był przywiązany sznurkiem za nogę. Próbował zerwać sznurek, ale nie miał siły. Po latach był dużym, silnym słoniem, a nadal nie zerwał sznurka, bo od lat już nie próbował.
2) najlepiej uczymy się robiąc (nie słuchając, nie oglądając, a robiąc) – dowodzą tego wszystkie badania. Jeżdżąc na bagażniku roweru nie zostaniemy sportowcami.
3) dziecko uczy się, jak radzić sobie w sytuacjach trudnych – w życiu może znaleźć się w wielu sytuacjach w których naprawdę nie będzie czegoś umiało np. dlatego że nigdy tego nie robiło. To jaki schemat zachowań wypracuje w dzieciństwie będzie miało wpływ na to jakim będzie dorosłym. Czy będzie unikało nowości i wyzwań z obawy przed porażką, czy już teraz nauczy się akceptować, że to co robi nie musi być idealne. Że wystarczy, że się stara, próbuje. Jakość przyjdzie później.
Więc jak najbardziej zachęcam, ale nie wyrywam się z pomocą jeśli nie mam przekonania, że jest potrzebna.

Sporo osób wpada w pułapkę „mamo, pomóż”, pomagają przy pierwszej czynności, dziecko stoi obok. Pomagają przy drugiej (bo nadal „nie umiem”), a przy trzeciej zdają sobie sprawę, że ich dziecko układa lego siedząc w odległej części pokoju (Gratuluję, dziecko świetnie zmotywowało Cię do pracy i zajęło się swoimi sprawami). Czemu? Dziecko chce pomocy, ale jednocześnie jeśli mama tak dobrze się bawi, a ja nudzę się patrząc, to po co mam tu stać?

Załóżmy, że Zuzia wycina kółeczka (nie jest to proste zadanie dla małych dzieci). Czy kółka wycięte przez Zuzię muszą być okrągłe w naszym rozumieniu? Czy warto zwracać uwagę na to, że dziecko wyszło za linię? Tu są pewnie różne opinie. Ja pomijam takie rzeczy (z wiekiem precyzja będzie rosła). Chwalę za włożoną pracę. Za podjęcie działania mimo obaw. I co istotne – nie poprawiam pracy po dziecku! Jeśli mówię, że dobrze się spisało to nie mogę temu zaprzeczyć poprawiając po nim.
Kolejny etap. – Wycięłaś kółka. A teraz musimy zrobić w nich dziurki i zawiązać sznurek. Nie martw się, pomogę Ci. Gdy pracujesz ze swoimi dziećmi masz wspaniałe warunki, bo mówisz to tej jednej -dwóch – trzech osób (na dodatek w różnym wieku więc o różnym poziomie zaradności). Pracując z grupą dziecięciu – dwudziestu osób niestety muszę iść na ustępstwa. Jeśli fragment zadania jest trudny to staram się jak lekarz na SORze Szybciutko ogarnąć za wszystkich ten etap, słysząc ze wszystkich stron „jeszcze ja!”, a nawet „ile ja mam jeszcze czekać?!”. Jednak Ciebie zachęcam do zrobienia tego wspólnie. Możesz poprosić dziecko, żeby podało Ci coś, albo potrzymało. Niech czuje, że uczestniczy w każdej czynności (zobaczysz jaką dumę poczujesz Ty i Twoje dziecko, gdy na koniec pobiegnie pochwalić się tacie/babci/cioci, że samo zrobiło WSZYSTKO, a mama tylko trochę pomogła. A Ty potwierdzisz, że tak właśnie było.).

Jeszcze ostatnia prośba, pamiętaj, że Twoje dziecko jest dzieckiem (mimo, że bardzo chce być jak dorosły). Dziecko rysuje jak dziecko i to normalne. Odczuwam sprzeciw prowadząc zajęcia dla grup przedszkolnych, gdy niektóre panie koniecznie chcą, aby prace dzieci bardziej przypominały prace dorosłych. Takie panie w sposób oceniający wypowiadają się o pracach dzieci, po czym same biorą pędzel i zmieniają pracę dziecka, aby zaniosło do domu żółtą pszczółkę w czarne paski, a nie np. fioletową plamkę na kwiatku (dla dziecka jest to pszczoła i pytane uparcie będzie powtarzać „patrz, pszczołę namalowałem”). Nie dajmy się zwariować – trzylatek maluje jak trzylatek. Na tym etapie trzymanie pędzla i koordynacja oko-ręka jest dla niego pewnym wyzwaniem. Ciężko oczekiwać precyzji w działaniu. I to jest ok. Masz problem, że pszczoła nie jest żółta? A Van Gogh? Malował w różnych „fałszywych” kolorach. Uwolnijmy się od przekonania, że nasza wersja jest jedyną słuszną. To nie matematyka.

Kiedyś w czasie zajęć dzieci lepiły z gliny. Gdy mam problem z rozpoznaniem kształtu pytam „co tam zrobiłaś?” (głupio jest powiedzieć ładny pies, a dziecko chciało zrobić konia). Jedno z najmłodszych dzieci powiedziało, że zrobiło rakietę. Tak uczciwie, między nami mówiąc… Nie potrafiłam zidentyfikować żadnego z elementów rakiety. No niestety nic. Ale postanowiłam zrobić eksperyment. Prace zostały w sali. Kilka dni później poprosiłam to dziecko, aby wskazało swoją pracę i spytałam co to jest. Dziecko nie dość, że dobrze wskazało, to nadal wiedziało co to jest. Wiele razy sprawdzałam z różnymi kilkuletnimi dziećmi. One po prostu widzą to, czego my nie widzimy. Ich mózg może inaczej przetwarzać obrazy, a wyobraźnia nie jest tak ograniczona jak u nas.

Reasumując:
1) Nie wyręczaj dziecka, ale jednocześnie pamiętaj o jego potrzebach i motywacjach.
2) Chwal wysiłek i zaangażowanie.
3) Nie poprawiaj po dziecku, chyba że to absolutnie konieczne.
4) Angażuj dziecko w pomoc przy trudniejszych czynnościach.
5) Nie oczekuj, że Twoje dziecko będzie wykonywało prace jak dorosły.
6) Akceptuj jego odmienne obrazowanie świata.

Zdjęcia: Free-Photos z Pixabay, Obraz PublicDomainPictures z Pixabay,  martakoton z Pixabay, Rudy and Peter Skitterians z Pixabay

Dodaj komentarz

Close Menu
×
×

Koszyk